Blog o macierzyństwie i nie tylko, z lekką dozą humoru ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 sierpnia 2013

To nie jest blog parentingowy!

Nie tak dawno temu niejaki Kominek rozpisał się nieco o tym, czym uwierają go blogi parentingowe. Wśród wad tudzież przywar wymienił między innymi to, że blogi te za głównego bohatera przyjmują... dziecko i jego rodzinę. Nie pasowało mu opisywanie zabawnych sytuacji, ważnych kroków rozwoju czy ciekawych podróży malucha. Nie cieszyły go refleksje rodziców dwojga, trojga czy większej liczby pociech, jak to każde z nich jest inne i ubarwia świat rodziców. Nie pochylił się również nad znaczeniem opowieści z czasów ciąży, karmienia piersią, czy związanych z tym różnorodnie przydatnych rad. Kominkowi zabrakło tzw. lifestyle'u

Czym jest, lub czym ma wg niego być, blog parentingowo-lifestyle'owy? Jak dla mnie - jedną wielką recenzją. Tu ciekawy rodzicielski gadżet, ówdzie poradnik, przy innej okazji znów - test produktu konkretnej firmy, za współpracę z którą blogger/bloggerka niechybnie zgarnia niemałe profity. Tylko gdzie, w tym wszystkim, rzeczony parenting, czyli... nasze poczciwe rodzicielstwo? Gdzie miejsce na wzloty i upadki, podróże małe i duże, refleksje i rozważania o chwilach jakże ulotnych, całkiem możliwych do przeżycia bez stosu ułatwiających gadżetów i lektury tysiąca modnych poradników?

U Mamy_w_bojówkach nie znajdziecie recenzji gadżetów, poradników ani stosu rad. Nie natkniecie się na opinie o lekarzach i lekach czy inne rodzicielskie strategie. Ten blog to zapis naszej rodzinnej podróży przez życie, za który nie oczekujemy fanfar czy zapłaty. Ani nawet reklamy. Cieszymy się, gdy zajrzycie, gdy zostawicie miłe słowo. Tylko tyle... Aż tyle ;)

Choć Mama_w_bojówkach czytuje blogi parentingowe, ba - ma nawet wśród nich swoich ulubieńców, nie taki kierunek wybrała dla własnego kawałka blogosfery. Cóż, trudno! ;P

środa, 8 maja 2013

Podpatrzone na placu zabaw...

No i znów nas tu długo nie było, a to za sprawą pogody - coraz cieplejsza, a ostatnio wręcz gorąca, zachęca do dłuższych, no i dalszych, wypraw poza dom. Jako, że znane i najbliższe parkowe placyki zabaw trochę się już Synkowi opatrzyły (w końcu zimą bywaliśmy tylko na nich, a i to krótko), Mama_w_bojówkach zdecydowała o wypadach do sąsiednich dzielnic, gdzie namnożyło się nowych, relatywnie zadbanych placów zabaw, dzięki odpowiednim dotacjom dla władz miasta. Jest ich tyle, że właściwie to każdego dnia tygodnia możemy bywać na innym, albo i dwóch innych!

Ale ale, Mama nie o tym chciała pisać. Wpis traktować ma o pewnej grupie placowych bywalców, których miała okazję poobserwować w ich środowisku naturalnym - opiekunów bawiących się dzieci. Po kilku wizytach na placykach Mama ma już gotowe coś w rodzaju klasyfikacji placowych opiekunów, którą postara się pokrótce tu streścić:

Typ 1 - "Nie biegaj, bo się spocisz!" - najczęściej babcia lub starsza pani niania. Stoi z boku lub siedzi na ławeczce, niekiedy paląc papierosa (!) i strofuje bawiącego się brzdąca. Malcowi nie wolno się ruszyć szybciej niż statecznym krokiem, bo się spoci, zgrzeje i najpewniej zachoruje, a wtedy... "babcia / ciocia już więcej tu z Tobą nie przyjdzie." Hmm, czy mi się wydaje, czy to nie o interes babci / cioci chodzi w tej zabawie?

Typ 2 - "Podziel się zabawką!" - z pozoru niegroźny, zachęca dziecko do dzielenia się łopatką / wiaderkiem / huśtawką / autkiem itp. Wróć, rzecz właśnie w tym, że nie zachęca, a podejmuje decyzję za malucha. "Teraz pobawi się chłopczyk / dziewczynka / no oddaj, już długo się bawisz / no daj, trzeba się dzielić!" - słowa te zazwyczaj poparte są... wyrwaniem dziecku z ręki autka / łopatki lub wysadzeniem go z huśtawki, a następnie przekazanie zabawki lub huśtawki innemu dziecku. Nie rozumiem, doprawdy. Dwuletnie dziecko już przecież zrozumie, że ma dać chłopcu / dziewczynce zabawkę, gdy już się nią skończy bawić... Nie trzeba wyrywać, przecież maluchy szybko się "nudzą" i przechodzą do nowej zabawy... Ech ;/

Typ 3 - "Tu się baw!" - zwany inaczej helikopterem. Chodzi / stoi / wisi nad dzieckiem, bynajmniej nie dlatego, że jest ono w tarapatach. Komenderuje, nierzadko ciągnąc dziecko za sobą lub, gdy jest młodsze / mniej mobilne, po prostu je przestawiając z punktu A do B: "Tutaj idziemy, nie nie tam, tu się bawimy, no chodź tutaj, tam mama / babcia / ciocia nie chce!" No właśnie, pytanie, KTO nie chce?

Typ 4 - "Bo więcej / jutro / nigdy już tu nie przyjdziesz!" - znany też jako "Bo pójdziesz zaraz do domu!" - gdy naluch robi coś, co piekunowi jakkolwiek się nie podoba - wchodzi sam na huśtawkę czy zjeżdżalnię, biegnie do jakiegoś interesującego miejsca i na moment znika z oczu, podnosi z ziemi robaka / kamyk / patyk / cokolwiek innego niebędącego nawet "śmieciem" i bezpiecznego - opiekun burczy ze swojej ławki "bo Cię zabiorę do domu!". Co ma dać taki tekst? Jak dla mnie zabija dziecięcą ciekawość... nie prościej iść parę kroków za brzdącem i obserwować go, w razie potrzeby pomagając w zabawie lub ratując z opresji? :(

Typ 5 - "Aleś Ty niedobry!" - wersja ekstremalna typu 4. Nie precyzuje, co dziecko "zmalowało" - mogło zjechać ze zjeżdżalni bez asekuracji, ale mogło też na przykład sypnąć innemu dziecku piaskiem w oczka czy do wózka. nieważne. To nie zachowanie, to dziecko jest dla tego opiekuna "niedobre". Z gruntu i na wieki. I najlepiej obwieścić to gromkim głosem przy obecnych na placyku dzieciach, mamach, ojcach i innych opiekunach. Po co? Co stało się z mądrością pt." Chwal publicznie, gań prywatnie?" Nie ogarniam...

No i perełka na koniec -  typ 6: tak zwany sezonowy, pojawia się bowiem na placykach w lecie i późną wiosną. Cechuje się notoryczną niechęcią do zmiany przyzwyczajeń zimowych na letnie, szczególnie w kwestii ubioru malucha. Dziś widziałam, przy 26 (słownie: dwudziestu! sześciu!) stopniach w cieniu (w cieniu!!) na placyku zabaw może roczną dziewczynkę ubraną w długi rękawek, pod którym marszczył się krótszy, rastopki (!), dżinsy, sportowe adidasy oraz... szydełkowaną czapeczkę na głowie. Sporo samokontroli kosztowało mnie niepowiedzenie tej mamie czegoś, no, niezbyt cenzuralnego. Zwłaszcza, że do dwójki starszych dzieci które z nią były co chwilę rzucała: "zdejmij czapkę, bo się zgrzejesz!" "sciągnij kurtkę, bo gorąco!" "idź do sklepiku po picie!" - a o malutkiej to już niełaska pomyśleć? 

Skąd się biorą tacy ludzie??

środa, 20 marca 2013

Daddy Time!

Zdradliwa pogoda zafundowała Rodzince_w_bojówkach przeziębienie. Tata i Synek równo zasmarkani większość dnia najchętniej pewnie spędziliby w łóżku, jednak oto na horyzoncie pojawiła się kusząca perspektywa dla Synka - dzień z Tatą! Rzadko prócz weekendów jest tak, że już od rana można Tatę wciągnąć w gry, zabawy i szaleństwa. Synek stwierdził więc rano, że szkoda czasu na leniuchowanie... 

Po porannym mleczku przeciagnął się radośnie, pomyślał chwilkę i przystąpił do organizowania Tacie pobudki ;> Mama, nieświadoma co się dzieje, gdyż rano karmi zwykle "na śpiocha", słodko w tym czasie spała... Synek powitał lekko zdezorientowanego Tatę szerokim uśmiechem, po czym chwycił go za rękę i wyciągnął do bawialni, zahaczając o kuchnię by zdobyć jogurt i herbatniki na śniadanie. Podobno całkiem miło im się rysowało, przegladało książeczki, budowało z klocków i słuchało mocnej muzyki z tatowego telefonu - mama zna tę historię z opowieści przy kawie, którą jej ukochani dwaj zaparzyli i przynieśli do łóżka ;> Na własne oczy widziała natomiast jak wędrowali na piętro do tatowego warsztatu, pełnego ciekawych urządzeń i narzędzi, albo jak przygotowywali popcorn do poobiedniego seansu filmowego. 

Dziś do większości zabaw wyznaczany na ochotnika był Tata - Synek przychodził, brał go za rękę lub wskakiwał w ramiona i zdecydowanym gestem pokazywał, co i gdzie mają zrobić. Udane było też zakończenie dnia: po maminych zabiegach pielęgnacyjno-toaletowych i wieczornym mleczku, Synek wtulił się w ramiona Taty, by chwilę potańczyć z nim przy muzyce, po czym... słodko na nim usnął i śpi tak do teraz, gdy Mama z lekkim rozrzewnieniem umieszcza tu ten wpis ;)

...i jak tu nie kochać takich dwóch? <3

sobota, 24 listopada 2012

Docenić Mamy...



Jakoś tak z końcem roku Mamę_w_bojówkach dopadł nastrój refleksyjny. Siadła więc i duma, a z tego jej dumania wynika, że mamy są stanowczo zbyt mało doceniane w naszym społeczeństwie. I nie chodzi tu o szlachetne kampanie, promujące, na ten przykład, karmienie piersią w miejscach, powiedzmy, publicznych. Ani o te, nawołujące, by ustąpić steranej mamie z dzieckiem, albo tym bardziej, mamie przyszłej, miejsca w tramwaju czy autobusie. Te i podobne inicjatywy Mama_w_bojówkach zna i popiera. Chodzi jej o coś zgoła innego, co wiele osób, jak ostatnio zauważa, zdaje się przyjmować za pewnik w kontekscie mam.

Pewne dla wielu jest to, że mama zawsze ma czas. Zwłaszcza mama - kurka domowa. Bo przecież "siedzi z dzieckiem w domu" całe dnie, więc "nic nie robi", w związku z tym można odwiedzać, dzwonić czy w inny sposób naruszać jej i malucha przestrzeń, bez zapowiedzi, bo tak, bo przecież "jest w domu" a przyda jej się "kontakt z ludźmi", więc w czym ona widzi problem?

Doceńmy to, że czasem jest problem. Mama może nienajlepiej się czuć. Maluch może nienajlepiej się czuć. Mogli właśnie wrócić z długiego spaceru, marząc tylko o obiadku i odpoczynku, albo ciepłej relaksującej kąpieli. Współczesne mamy mają wiele spraw do załatwienia i czasem, jeśli uważnie się przyjrzycie, wypatrzycie je z wózkami czy też innymi środkami dziecięcego transportu w urzędach, sklepach, warsztatach... Tak, to te same mamy, które wg wielu nic nie robią cały dzień, siedząc w domu :) Dom prowadzi się niekoniecznie w całości z jego wnętrza, moi mili.

Pewne dla wielu bywa też to, że mama zawsze ma ochotę. Na to, co zaproponują inni. Na spotkanie akurat o tej porze, w tej czy owej kawiarence, centrum handlowym czy uliczce. Na wizytę (u) rodziny właśnie tego dnia, od tej godziny do tamtej. Na seans w kinie czy w SPA, który pewnie i tak by się przydał, tylko czemu akurat w tym momencie, w tej lokalizacji, a co wtedy z maluchem? "No jak to co, zostanie z babcią / dziadkiem / ciocią / sąsiadką / opiekunką, coś się wymyśli, przecież to tylko godzinka /dwie / pół dnia, nic wielkiego, prawda?"

Doceńmy to, że mama sobie poradzi. Gdy będzie chciała pomocy, poprosi o nią. Gdy zechce odpocząć od maminej codzienności i nadmiaru obowiązków, powie o tym. Nie trzeba decydować za nią, choć wielu pewnie ma w tym dobre intencje, skoro mamy tak często decydują za dwoje (albo więcej ;)). Nie trzeba się narzucać. Wystarczy wyjść z inicjatywą, dając mamie możliwość wyboru. Odpowiedzi w tę lub tę sronę. Uwierzcie, będzie wdzięczna. Nawet za samą rozmowę, która często jest balsamem dla maminej duszy. I często pozwala usłyszeć, jak wiele jest powodów, by jeszcze bardziej cenić i szanować mamy.

środa, 27 czerwca 2012

Leniwy Dinozaur

Nie, nie odwiedziliśmy podczas spaceru Parku Jurajskiego (a szkoda, pewnie byłoby ciekawie...). Leniwym Dinozaurem jest Mama_w_bojówkach skłonna od dziś określać samą siebie.


Dlaczego? 

Otóż Mama_w_bojówkach karmi synka piersią. Karmiła, z niewielkimi przeszkodami, od samego początku, i tak karmi już ponad rok. Synek nie narzeka, wręcz piersiowanie lubi, Mamie też czynność owa odpowiada i skutecznie stroszą jej kolce pytania wszelkich życzliwych zaczynające się od "Jeszcze karmisz, kochana?", przechodzące w "To kiedy go odstawisz od piersi?" a zakończone ulubionym "Czy on już nie jest za duży?"

Mama_w_bojówkach wszem i wobec odpowiada, że to nie ona zamierza Synka odstawić od piersi, to Synek zamierza się odstawić. Mamą kieruje tu jego dobrobyt z pewną domieszką zdrowego mamowego lenistwa - piersiowanie jest w końcu takie wygodne! Mama pozostaje otwarta na Synkowe potrzeby i sygnały. A że należy do niewielkiego procenta mam, które z wyboru (bo o mamach karmić z różnych przyczyn nie mogących tu nie mówimy) karmią piersią ponad "przepisowe" 6 miesięcy, ba, ponad 12!, zasilając niniejszym szacowne grono karmieniowych dinozaurów, to inna sprawa ;). Mama bywa dla Synka_w_bojówkach tyloma różnymi stworami, że może pobyć i dinozaurem! ;)

Czym jeszcze objawia się dinozaurowe lenistwo? Otóż niechęcią do kieratu, khem, etatu. Mamie_w_bojówkach całkiem dobrze z jej małą firmą, która działa gdy Mamę "najdzie" czas i ochota, by coś zorganizować. Samej sobie sterem, żaglem i okrętem, jak to mówią ;) Póki co Mamy okręt zawinął do spokojnej (w większości ;P) przystani pt. macierzyństwo, i nigdzie mu się stąd nie spieszy... Fakt, czasy są takie, że niektóre znajome mamy wracają do pracy bardzo wcześnie, bo innego wyboru nie mają. Mama_w_bojówkach cieszy się, że wybór ma ;). 

czwartek, 17 maja 2012

To już jutro...

Już jutro Synek_w_bojówkach przestanie być niemowlakiem, a będzie dumnym roczniakiem. Jak to szybko zleciało! Mama doskonale pamięta, jak ją o czwartej rano złapały pierwsze skurcze porodowe..., jak wraz z Tatą czekali, aż zwolni się miejsce w szpitalu..., jak się namęczyła, nastrachała i nawysilała, by ujrzeć w końcu wyczekaną, ukochaną, maleńką buźkę...

Syneczku!
Jesteś dla mnie wszystkim! Odkąd pierwszy raz spojrzałeś na mnie tymi swoimi mądrymi, szarymi oczkami, pierwszy raz ssałeś mleczko, pierwszy raz drżąc z emocji zmieniałam Ci pieluszkę... Odkąd pierwszy raz tuliłeś się do mnie do snu, płakałeś, śmiałeś się i gaworzyłeś... Od tych najpierwszych chwil... Kocham Cię do szaleństwa!

Wszystkiego najlepszego w dniu Twoich Pierwszych Urodzin, Maluszku ;*

piątek, 4 maja 2012

Lato idzie, słonko świeci, zakrywajcie swoje dzieci (?!)

Za nami kilka bardzo ciepłych dni, które Mama, Tata i Synek_w_bojówkach skwapliwie wykorzystali, by pobiegać po plaży w co najmniej lekkich ubraniach. Z resztą, nie tylko po plaży, choć przesypywanie piasku Synek szczególnie sobie upodobał. Nie omieszkali też odwiedzić placu zabaw, a podczas majówki wybrali się do Ciechocinka, pieszczotliwie nazywanego w rodzinie retro kurortem, a tam zwiedzali parki, zagajniki i deptaki w iście afrykańskim słońcu.

No ale, do rzeczy. Tytuł dzisiejszego wpisu może być nieco mylący i zupełnie nie zdradliwy - wszak w upalne dni należy chronić milusińskich przed nadmiarem ultrafioletu, o czym Mama_w_bojówkach pamiętała, zawczasu zaopatrzywszy Synka w czapeczki z daszkiem, chusteczki na głowę i dziecięcy krem z wysokim filtrem SPF. Nie w tym problem. Problem w tym, że niektórzy rodzice tytułowe hasło wzięli sobie zbytnio do serca...

Maleństwa nowonarodzone, jak wiadomo, termoregulacji właściwie nie mają i często bywa im zimno bez względu na to, jaką porą roku przyszły na świat. Ich strój powinno się jednak rozsądnie dobierać do pogody - Synek_w_bojówkach przyszedł na świat właśnie u progu lata, a w długim rękawku czy spodniach za kolanka spędził wyłącznie kilka pierwszych dni, gdy był świeżynką ledwo co wypisaną ze szpitala. Poza tym nosił niemal zawsze krótki rękawek, bezrękawniki, często miał nagie nóżki, a czapeczkę i kocyk Mama wkładała mu do gondolki wózka wtedy, gdy chciał spać, bo tak lubił ;) Obecnie niemal roczny Synek ubiera się właściwie tak samo, jak rodzice - w chłodniejsze dni hołdując zasadzie, że należy nałożyć jedną warstwę więcej niż ma na sobie Mama czy Tata.

Nader często jednak w ciepłe, a nawet gorące wiosenno-letnie dni, Mama i Synek_w_bojówkach widywali (i widują dotąd, o zgrozo!) na spacerach maleństwa w najróżniejszym wieku i najróżniejszych wózkach opatulone jak, nie przymierzając, Eskimosi - kombinezony czy pajacyki obowiązkowo z długim rękawkiem, czapeczki a na nie kapturki, skarpetki i zakryte buciki, a na to wszystko kocyk lub kołderka plus osłonka wózka. Uff. Nieważne, że na zewnątrz jest lekko piętnaście stopni w cieniu, nieważne, że maleństwo ma czerwoną jak wisienka buźkę, a nierzadko krzyczy już z gorąca. Skąd ten pęd do przegrzewania dzieci? Do okrywania ich niezliczonymi warstwami materiału, nie dając im możliwości przystosowania się do różnych temperatur? Czy maluch nie powinien się hartować, oddychać świeżym powietrzem, przyzwyczajać do zmienności pór roku ubrany odpowiednio do pogody? Mama_w_bojówkach odnosi nieodparte wrażenie, że wielu maluchom nie daje się takiej szansy... A potem rodzice dziwią się, że ich pociecha często choruje, że męczą ją infekcje czy inne alergie... A można było temu zapobiec w tak prosty, wygodny sposób!

Drodzy rodzice, tego lata dajcie swoim pociechom pooddychać bez nadmiaru warstw ubranek. Bardzo Was proszę ;)

wtorek, 24 kwietnia 2012

Identyczni ;)

Tata_w_bojówkach i Synek.

Gdy śpią, układają się tak samo, podobnie wtulają bokiem w pościel, jednakowo uginają nogę. Tak samo pochrapują, choć Tata nieco głośniej ;)

Gdy mówią, podobnie dobitnie akcentują swoje zdanie. Gdy się uśmiechają, tak samo łobuzersko błyszczą im oczy.

Gdy się cieszą, tak samo pokazują to całym sobą - słowem, gestem, miną. Gdy się smucą, podobnie rozczulają i jednakowo żądają utulenia.

Zawojowali moje serce ;)

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Uwzięły się, no...

Na Synka_w_bojówkach uwzięły się... zęby. Fundują mu podwójną dawkę wątpliwej rozrywki, rosnąc sobie parami. Najpierw szturm przypuściły dolne jedynki, a gdy Synek myślał już, że jest po wszystkim, że teraz to on już wie kto one i po co one, przyczaiły się górne... I tak się czają od kilku dni, rozpychając dziąsełka i skutecznie przeszkadzając w zabawie, a nawet w jedzeniu czegoś ciepłego (a kto to widział obiad na zimno?). Mama_w_bojówkach z niejaką ulgą zauważyła dziś na dziąsełku Synka sinobiałe kreseczki - oznacza to, że dranie są blisko i już niedługo się wyrżną. Sęk w tym, że synka czeka teraz etap najtrudniejszy... Obolałe dziąsełka, a potem nauka gryzienia nowym garniturem. Zapobiegliwa Mama zaopatrzyła się w Dentinox i najróżniejsze gryzaczki - w tym również takie, które można schłodzić w lodówce przed zaaplikowaniem brzdącowi. Oby nie męczył się z tymi zębiskami zbytnio...

Jednocześnie Mamie nasuwa się refleksja, a właściwie refleksjo-pytanie, zainspirowane poniekąd komentarzem Taty_w_bojówkach, który oceniwszy stan dziąsełek pociechy łypnął na Mamę okiem i rzekł coś w rodzaju "No to teraz już raczej odstawisz go od piersi, prawda, bo będzie cię gryzł?" Mama z lekkim prychnięciem stwierdza, że nie zamierza odstawiać Synka od piersi, chyba, że zechce tego sam. A Synek gryzie i tak, odkąd ma pierwsze dwa ząbki. Kolejne dwa zasadniczej różnicy Mamie nie zrobią. Ad rem zatem: Która z mam czytelniczek zdecydowała się lub zmuszona była odstawić maleństwo od piersi właśnie ze względu na zęby? Czy to częste zjawisko? Hmm...

niedziela, 25 marca 2012

Młode mamuśki są wszędzie (i dobrze)!

W pewien słoneczny dzień Mama_w_bojówkach zapakowała synka w wózek i wybrała się na spacer połączony z niewielkimi zakupami. Idąc między sklepami przyuważyła automat z kawą w kilku wariantach, również mlekiem z kawą, za którym przepada. Nabywszy ulubiony trunek w styropianowym kubeczku udała się w dalszą drogę, popijając go znad pałąka wózka i przeglądając asortyment sklepowych witryn.
Sunąca wolnym krokiem z wózkiem i kubkiem mleka z kawą przyciągnęła uwagę pewnej nobliwej pani, siedzącej na przedsklepowej ławeczce w towarzystwie innej nobliwej pani. Panie paliły papierosy i zdawały się lustrować wzrokiem przemieszczających się z wózkami rodziców płci obojga. Pierwsza pani chrząknęła i odezwała się do drugiej w te słowa: "Ech, te młode mamuśki są wszędzie!"...
Mama_w_bojówkach nie wie, czy ten komentarz wobec rzeczywistości miał mieć pozytywny, czy też negatywny wydźwięk, nie przysłuchiwała się bowiem rozmowie okraszonej papierosowym dymem. Niemniej jednak wypowiedż owa szczerze ją rozbawiła. Mama i Synek_w_bojówkach często widują podczas spacerów inne "mamuśki" a niekiedy nawet i "tatuśków" z wózkami, nosidłami czy też chustami, i bardzo się z tych widoków cieszą. Im więcej mamusiek, tatuśków, a przede wszystkim maluszków, tym weselszy jest przecież świat, i o to chodzi!

wtorek, 20 marca 2012

To nie wyścig szczurków!

Dziś wpis nieco refleksyjny, zainspirowany kilkoma artykułami, na które ostatnio natknęła się Mama_w_bojówkach. Choć nie ma ona nic przeciw dbaniu o rozwój, odpowiedniej stymulacji dziecka i uczeniu go nowych rzeczy, nie może, zwłaszcza ostatnio, oprzeć się wrażeniu, że jest świadkiem jakiejś niewyjaśnionej, dziwnej rywalizacji między maluszkami. A ściślej, między rodzicami, a szczególnie, jak zaobserwowała, mamami. 

Wertując liczne, dostępne w papierowych i elektronicznych mediach, tabelki, schematy i wywiady ze specjalistami, można stworzyć sobie w głowie obraz tego, co w danym momencie życia powinien potrafić maluszek. Wszystko z tym w porządku, dopóki owe tabelki i schematy nie stają się rygorystycznym wyznacznikiem, a nie tylko punktem odniesienia w wypadku, dajmy na to, konsultacji z pediatrą czy fizjoterapeutą. Mama_w_bojówkach odnosi ostatnio wrażenie, że mniej lub bardziej znane jej dzieci nie rozwijają się tak jak powinny i trzeba im pomagać... Dają jej to do zrozumienia sami rodzice i opiekunowie, mówiąc np. "Anusia jeszcze sama nie siada, a ma już pół roczku, więc poszłam z nią do neurologa...", "Bartek chodzi do logopedy, bo trzeba nauczyć go mówić, w końcu ma już prawie rok..." Nawet podczas spotkań na spacerze z reguły wywiązuje się rozmowa pt. Co już umie Twój brzdąc, bo mój to... 

Być może Mama_w_bojówkach nieco koloryzuje, ale naprawdę czasem ma ochotę stanąć na środku ulicy / salki żłobkowej / placu zabaw i krzyknąć "Dzieciństwo to nie wyścig szczurków!" Każdy maluch ma prawo uczyć się i rozwijać w takim tempie, jak chce i potrafi. Można mu pomagać, gdy próbuje coś zrobić i ma z tym kłopot, lecz nie można zmuszać do robienia czegoś, na co nie jest gotów, czego po prostu jeszcze nie "załapał", bo "przecież ten czy ów już to umie od miesiąca"... Na rywalizację (oby tę zdrową!) przyjdzie czas w szkole. Pozwólmy Małym Odkrywcom uczyć się i bawić na ich warunkach, dyskretnie pomagając, gdy zajdzie potrzeba. Możecie być pewni, że wszyscy - maluszki i rodzice - wyjdą na tym lepiej.