Blog o macierzyństwie i nie tylko, z lekką dozą humoru ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą a ja rosnę. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą a ja rosnę. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 września 2013

Odpowiednie nadać rzeczy słowo... (część 1;)

Synek - jak przystało na Małego Odkrywcę - ma coraz więcej do powiedzenia o otaczającym go świecie. Jako, że jego ulubieńcami pozostają aktualnie literki, dzielnie stara się wymówić ich coraz więcej. Mamę i Tatę najpierw dziwiła ilość literek, jaką brzdąc potrafi wskazać i nazwać zaledwie po kilku powtórzeniach (niektóre, przekornie, również po angielsku ;P), a ostatnio zaskoczeni zostali... Hmm... Jak to nazwać? Spostrzegawczością, kreatywnością, wyobraźnią i pamięcią w jednym? Otóż Synek zaczął 'znajdować' literki w najróżniejszych miejscach i z niemałą uciechą - a nawet dumą - głośno demonstrować je rodzicom:

- zbudował z klocków duplo literkę T

- z drewnianych klocków złożył literkę H (a właściwie małe h)

- ekierkę trzymaną wierzchołkiem do góry nazwał A

- tę samą ekierkę obrócił poziomo i nazwał D
- na nieodłącznym znikopisie, uwaga, napisał, bez pomagania! literkę A!
Literki powstawały w ciągu kilku dni, niezależnie od siebie i bez zachęt ze strony Mamy czy Taty.
Nasz mały mądry móżdżek nie przestaje zaskakiwać! ;)

W kolejnym odcinku nieco więcej o naszych literkowych grach i zabawach ;) Tymczasem!

wtorek, 10 września 2013

Liter(a)ki

Jak każdy mały odkrywca, Synek interesuje się wieloma rzeczami jednocześnie. Ostatnio jednak prym wiodą zdecydowanie litery - wszelkie litery. Wykorzystując każdą chwilę na obcowanie z tymi jakże ciekawymi, z lekka abstrakcyjnymi, a jednak namacalnymi i różniącymi się między sobą, choćby tylko brzuszkiem czy nóżką, przedmiotami, Synek opanował już większość z nich wizualnie, a kilka jest już w stanie 'napisać' paluszkiem w piasku czy kredą na tablicy!

Podczas spacerów koniecznie musi odbyć się "poszukiwanie literek" - rozglądamy się za szyldami, reklamami, plakatami, a także skrzynkami pocztowymi i tymi z przyłączem np. gazowym, a Synek z zapałem pokazuje kolejno namalowane tam litery i odczytuje te, które zna (lub wydaje mu się, że zna). Jadąc samochodem czy będąc w sklepie, restauracji czy w zasadzie każdym innym miejscu, Synek wypatruje liter i głośno obwieszcza, że którąś znalazł ;) Ulubionymi są, jak dotąd z przyczyn nieznanych mamie, litery 'brzuchate' czyli B, P oraz R. Dwie pierwsze wygłoskowywane* są całkiem ładnie, trzecia - jako że do jej opanowania jeszcze troszkę - wskazywana jest Mamie z uśmiechem i zachwytem na twarzy.

Litery bywają rysowane palcem w piasku, pisane kredą na tablicy lub kredką w kajecie, rysowane na znikopisie, lub też 'masowane' przez rodziców na synkowych plecach. Obowiązkowo przy czytaniu książeczek Synek pokazuje znane mu literki, głównie duże, bo pewnie łatwiej je zauważyć. Literki goszczą też często w piosenkach oraz bajkach**, które Synek ogląda na co dzień... Słowem - kąpiel literkowa! 

Ogromną frajdę sprawił Synkowi ostatnio Tata, przywożąc 'z zakupów'... magnetyczne litery! O takie, do przyczepienia na lodówce (jak u nas na przykład) lub magnetycznej tablicy:

Mama nie spodziewała się, że wciągnie to Synka tak bardzo, ma więc cichą nadzieję, że entuzjazm do poznawania i nauki mu szybko nie minie... ;)

__
* jak uczycie liter Wasze dzieci? chodzi mi o naukę ich głośnego czytania. Czy mówicie np., że 'B' to "be" czy "b(y)"? Synek uczony jest tej drugiej wersji, jako że Mama natknęła się ostatnio na informację, jakoby dzieci uczone wersji pierwszej - literowej, a nie głoskowej - miały potem problem z prawidłowym czytaniem wyrazów i np. zamiast "kot" czytały - co po chwili zastanowienia okaże się z ich punktu widzenia logiczne! - "kaote" ;)
__
** właściwie nie tyle bajkach, co piosenkach mających na celu zapoznanie z literami jako takimi lub też całym alfabetem. Synek ogląda i słucha ich w dwu językach, tak by zaznajamiać się już teraz z językiem angielskim ;)


środa, 20 marca 2013

Daddy Time!

Zdradliwa pogoda zafundowała Rodzince_w_bojówkach przeziębienie. Tata i Synek równo zasmarkani większość dnia najchętniej pewnie spędziliby w łóżku, jednak oto na horyzoncie pojawiła się kusząca perspektywa dla Synka - dzień z Tatą! Rzadko prócz weekendów jest tak, że już od rana można Tatę wciągnąć w gry, zabawy i szaleństwa. Synek stwierdził więc rano, że szkoda czasu na leniuchowanie... 

Po porannym mleczku przeciagnął się radośnie, pomyślał chwilkę i przystąpił do organizowania Tacie pobudki ;> Mama, nieświadoma co się dzieje, gdyż rano karmi zwykle "na śpiocha", słodko w tym czasie spała... Synek powitał lekko zdezorientowanego Tatę szerokim uśmiechem, po czym chwycił go za rękę i wyciągnął do bawialni, zahaczając o kuchnię by zdobyć jogurt i herbatniki na śniadanie. Podobno całkiem miło im się rysowało, przegladało książeczki, budowało z klocków i słuchało mocnej muzyki z tatowego telefonu - mama zna tę historię z opowieści przy kawie, którą jej ukochani dwaj zaparzyli i przynieśli do łóżka ;> Na własne oczy widziała natomiast jak wędrowali na piętro do tatowego warsztatu, pełnego ciekawych urządzeń i narzędzi, albo jak przygotowywali popcorn do poobiedniego seansu filmowego. 

Dziś do większości zabaw wyznaczany na ochotnika był Tata - Synek przychodził, brał go za rękę lub wskakiwał w ramiona i zdecydowanym gestem pokazywał, co i gdzie mają zrobić. Udane było też zakończenie dnia: po maminych zabiegach pielęgnacyjno-toaletowych i wieczornym mleczku, Synek wtulił się w ramiona Taty, by chwilę potańczyć z nim przy muzyce, po czym... słodko na nim usnął i śpi tak do teraz, gdy Mama z lekkim rozrzewnieniem umieszcza tu ten wpis ;)

...i jak tu nie kochać takich dwóch? <3

czwartek, 21 lutego 2013

Synek zaskakuje vol. 3 ;)

Trochę nas tu nie było, ale bynajmniej nie z lenistwa. No, może z "nienadążnistwa" ;) Ostatnio tyle się dzieje u Synka, że rodzice ledwo nadążają za zmianami, zarówno tymi widocznymi przysłowiowym gołym okiem, jak i tymi, które zauważają dopiero po chwili przypatrywania się synkowym zabawom... 

Czy maluchy powyżej roku też mają coś w rodzaju skoków rozwojowych? Jeśli tak, to Synek_w_bojówkach jest ich chodzącym przykładem - dostrzegalne postępy ruchowe zmieniają się z intelektualno-odkrywczymi w niemalże równych odstępach w czasie i przestrzeni ;) Te pierwsze zauważyć dość łatwo - Mamę_w_bojówkach ostatnio zdziwił fakt, że znów musi przejrzeć synkową szafę i co nieco odłożyć, choć z tydzień temu robiła już to samo! A to przykrótkie nogawki spodenek, a to sweterek nie zakrywa już pupy, a to rękawki sięgają niewiele poniżej łokcia... Synek najwyraźniej wystrzelił w górę, ciekawe naprawdę, ile ma teraz wzrostu! Dziadkowie też się śmiali, że kiedyś gdy kręcił się po ich kuchni (najpewniej w poszukiwaniu kotów, ale o tym kiedy indziej) głowy Synka nie było widać zza stołu, a teraz widać ją niemal całą, więc już się przed Dziadkami nie ukryje (przed kotami, swoją drogą, też nie, więc zawczasu uciekają na z góry upatrzone pozycje...). Z wzrostem w parze idzie siła, którą Synek z zapałem wykorzystuje, by odkrywać wciąż nowe rzeczy, pakując się niekiedy w niezłe tarapaty! 

Hitem ostatnich dni były... drzwi przesuwne ;) Podczas wizyty u dziadków Synek odkrył, że do jednego z pokoi, których jak dotąd nie zwiedzał, prowadzą właśnie takie drzwi. Położył więc na nich rączki i nacisnął, tak jak robił to przy drzwiach, które znał z domu. Nie udało się ich otworzyć, więc spróbował inaczej, a Mama zastanawia się do teraz, u kogo to podpatrzył: Położył na płaszczyźnie drzwi jedną rączkę, drugą chwycił za ich brzeg, pochylił się opierając na bioderku i... popchnął drzwi.Udało się - drzwi ustąpiły, a Synek, zadowolony, powtórzył próbę jeszcze kilka razy, tak dla pewności ;)

Ostatnio często też kuszą go rozmaite faktury - kuchnia stała się poligonem wielu synkowych doświadczeń. Cukier i kaszę przesypywał rączkami i sprawdzał, czy przykleją się do palców, płatki śniadaniowe przerzucał z pudełka do pudełka, makaron z zupki ugniatał między palcami, a płynem do naczyń, lekko spienionym na myjce, malował po oknie, rozprowadzając paluszkami ciekawe wzory ;)

Chyba najważniejszym jednak z synkowych postępów jest rozwój słownictwa. Synek mówi coraz więcej a do tego coraz więcej "po naszemu". Ku uciesze rodziców zaczyna też składać ze sobą dwa, a niekiedy i trzy wyrazy! Dzięki temu coraz lepiej idzie mu wyrażenie tego, czego chce, choć wspomaga się gestami i mimiką, by mieć absolutną pewność że Mama odgadnie, że chodzi mu o tę konkretną bajkę, tę konkretną kaszkę na kolację, czy zaspokojnenie innego palącego pragnienia ;)

Mama_w_bojówkach nie może wytrzymać z ciekawości, jak dalej będzie się zmieniał jej Synek, no i ile interesujących przygód przyniesie mu wiosna, która jest (ma nadzieję!) tuż tuż, a z nią dłuższe i cieplejsze dni, pełne niezliczonych możliwości dla Małego Odkrywcy.

czwartek, 27 września 2012

Pęd do samodzielności, epizod trzeci - rzecz o naśladownictwie

Dzieci, jak wiadomo, najszybciej uczą się naśladując dorosłych. Podpatrują i powtarzają po rodzicach ubieranie się, jedzenie, picie i co tam jeszcze uznają za stosowne sobie przyswoić. Czasem wywołują nowym repertuarem umiejętności rodzicielską dumę, niekiedy lekkie oszołomienie, a nieraz mieszankę jednego i drugiego.

Synek_w_bojówkach, poza coraz częstszym samodzielnym jedzeniem (głównie rączkami), staje się niemalże biegły w ... karmieniu. Karmi mamę i tatę a to łyżeczką,  a to widelczykiem, a to... rączkami właśnie. A ile przy tym śmiechu i parskania, fukania, prychania i mlaskania, to już tylko on i rodzice wiedzą ;) Najnowsza "karmieniowa" technika, opracowana dziś rano, polega na podrzucaniu w górę płatków i chrupek śniadaniowych, by Mama_w_bojówkach mogła wdzięcznie... łapać je w usta. No trik w sam raz do cyrku, normalnie ;)

Dzielnie naśladując mamę, Synek_w_bojówkach polubił też porządki ;) Z wprawą otwiera już wszystkie prócz jednej szuflady w swojej komódce, kilka szafek w kuchni i pudła z zabawkami, książeczkami i pościelą, a następne pieczołowicie wyciąga ich zawartość by powkładać znów do środka w nieco innej, zwanej przez mamę "artystyczną" ;), konfiguracji. Odkrył również, że chusteczki, zazwyczaj używane podczas przewijania, nadają się również do mycia... Myje zatem nimi szybę w oknie, podłogę przy krzesełku do karmienia (w końcu po sutym obiadku trzeba posprzątać, prawda?), rzeczone krzesełko, komodę w sypialni, a nawet... nogę mamy, zmywającej akurat, dajmy na to, naczynia (bo zmywania, jak dotąd, nie opanował) ;) Absolutnym hitem jest jednak pranie. Synek ładuje do pralki ubrania, zamyka drzwiczki i kręci gałkami i pokrętłami, po czym drzwiczki otwiera i pranie wyciąga, wdzięcznie wrzucając do miski lub wanny ;) Pranie błyskawiczne, ot co ;) Mama_w_bojówkach też by chciała tak umieć ;)


wtorek, 18 września 2012

Pęd do samodzielności, epizod drugi - sprawdzanie granic :)

Mama_w_bojówkach dawno już tu nie zaglądała, za co przeprasza. Sporo się ostatnio dzieje, tak, że na zwykłą chwilę przed ekranem zostaje niewiele czasu w dobie, a doba, jak wiemy, wyposażona jest w skończoną ilość godzin. Spieszy jednak donieść, że u Synka zanotowano kolejne, niemałe postępy - tym razem w samodzielnym wstawaniu oraz dreptaniu w domu i poza nim. 

Do rosnącego wachlarza umiejętności Synka_w_bojówkach dołączyła również wspinaczka - najchętniej po schodach i meblach. Schody pokonywane są więc coraz częściej samodzielnie, choć pod nadzorem rodziców: wyjście na spacer zajmuje nam nieco dłużej nie dlatego, że mamy więcej gadżetów do zabrania, wręcz przeciwnie, mamy ich mniej :). Zbieramy się dłużej, bo Synek musi zejść, sam, trzymając się barierki lub czworakując pupą do przodu w dół, z praktycznie całej długości schodów. Czyli z czwartego piętra. A że, póki co, tempo schodzenia ma mozolne, to nasze wyjście nieco dłużej trwa. I trwa, i trwa, i trwa...

Za nowonabytą umiejętnością idzie krok w krok chęć eksperymentowania, a ściślej, jak obserwują ostatnio Synkowi rodzice, chęć sprawdzania możliwości i granic. Czy da się wspiąć po tej zjeżdżalni na placu zabaw? Co zrobi mama, gdy wejdę na ten mostek, pod którym tak fajnie szemrze woda? Czy mogę włożyć nogę do tej wody? Czy dogonię tego gołębia, co właśnie ucieka z kawałkiem chlebka w dziobie i jak zrobić to szybciej - na czterech, czy na dwóch? - Synek_w_bojówkach zdaje się przetwarzać w główce niesamowitą ilość pytań i zadań do wykonania

Niestety, maluchy takie jak on nie zdają sobie sprawy z czyhających wokół zagrożeń, często więc całkiem przypadkiem pakują się w kłopoty. A przecież chciały tylko sprawdzić / zbadać / zajrzeć... Mamę_w_bojówkach czeka więc trening łagodnego dyscyplinowania :)

Będzie coraz ciekawiej... :)

piątek, 24 sierpnia 2012

Pęd do samodzielności, epizod pierwszy - kulinarny

Poprzednia notka była krótka, wręcz telegraficzna, toteż Mama_w_bojówkach spieszy nadrobić blogowe zaległości. Dziś o synkowym pędzie... ku samodzielności ;)
Synek dotarł do kolejnego, jak się zdaje, przełomowego punktu w życiu. Zaczyna coraz dobitniej wyrażać swoją niezależność (co nie przeszkadza mu żądać niemal ciągłej obecności Mamy lub Taty, przynajmniej w zasięgu wzroku), a także coraz więcej chce po prostu robić sam.

Podejmuje próby samodzielnego chodzenia oraz jedzenia ;) O ile pierwsze idą nieźle, nawet jeśli ograniczają się do kilku kroczków po znanym terenie, nim Synek chwyci dłoń któregoś z rodziców lub złapie się znajdującego się w zasięgu mebla czy innego elementu domowo-spacerowego wyposażenia, o tyle drugie dostarczają głównie... rozrywki. No i pracy. Rozrywki głównie Synkowi, a pracy... cóż... głównie Mamie :) 

Spożywający posiłek Synek_w_bojówkach przypomina artystę ni to impresjonistycznego, ni to surrealistycznego, zaabsorbowanego pracą nad dziełem, a nawet kilkoma jednocześnie. Łatwiejsze w obsłudze okazują się póki co ręce, które trafiają do buzi coraz celniej i radzą sobie z coraz bardziej skomplikowanymi potrawami. Łyżka jak dotąd służy synkowi do malowania po stoliku, krzesełku, fartuszku, buzi, ścianach oraz Mamie, a także od kilku dni do karmienia tej ostatniej. Widelec traktowany jest z należną ostrożnością, choć, jak się okazuje, sprawdza się nieźle przy nadziewaniu makaronu i kawałków kurczaka. Ulubionym daniem pozostaje makaron z wszelkiej maści sosami i dodatkami, po nim ryż w różnych kombinacjach oraz płatki śniadaniowe - najlepiej chrupkie i na sucho, choć wersja mleczna również spotkała się z aprobatą - a także ciastka, które łatwo łamać w kawałki i pracowicie jeść ;)

Po posiłku na kuchennym placu boju pozostaje niesamowity wręcz tzw. artystyczny nieład, którego opanowanie nierzadko zajmuje Mamie_w_bojówkach dłuższą chwilę. Patrząc jednak na roześmianą, rumianą buzię Synka, Mama przyznaje, że cały ten bałagan nie ma znaczenia, gdy samodzielne jedzenie daje tyle radości! Większą daje chyba tylko możliwość wypluskania się potem w wannie, często nieuniknionego z punktu widzenia Mamy :)

Czy Wasze smyki mają swoje ulubione przysmaki? Czy jedzenie w ich wykonaniu bywa równie zabawne? ;) Piszcie, Mama_w_bojówkach chętnie poczyta ;)

środa, 1 sierpnia 2012

Ciekawość (poniekąd) zwerbalizowana :)

Synek_w_bojówkach, po bacznych obserwacjach otaczających go dorosłych, stwierdził, że komunikują się oni w interesujący i wart naśladowania sposób. Od zamysłu przechodzi więc do czynu i coraz częściej można z jego ust usłyszeć coś, co już-już-niemal przypomina wypowiedzi Mamy, Taty czy Babci. Zaczęło się niewinnie, od powitania z powracającym z łona matki korporacji Tatą, którego synek dopadł juz w drzwiach wejściowych z gromkim "heeeej Tata!". Potem było już z górki :D 

Gdy odzywa się dzwonek telefonu, a na ekranie widnieje zdjęcie rodziciela, Synek_w_bojówkach z radością informuje Mamę: "Tata, tata dyt", czyli "tata dzwoni, odbierz!" Pewnego razu, gdy Tata udał się do pracy po urlopie, Synek rozglądał się po domu  i pytał "Dzie Tata?", a gdy Mama zapewniła go, że tata zaraz tu będzie (akurat zbliżała się pora powrotu), powtórzył wesoło "Tata tuta" :) 

Ostatnie dni zaś przynoszą pierwsze pytania o otaczający Synka świat. Błąkający się w kuchni owad został skomentowany zdziwionym "Toto lata?" tuż po tym, jak w podobny sposób zdziwiła się głośno Mama_w_bojówkach. Leżące w różnych miejscach pokoju sprzęty elektroniczne Synek brał w łapki i patrząc na Mamę pytał "Toto, to tuta?", śmiejąc się radośnie, gdy uzyskał choćby krótką odpowiedź. 

Dziś rano zagubiła się jego ulubiona brzęcząca zabawka, szukał jej więc cierpliwie, zaglądając w różne miejsca i pytając "Dzie brrr?" ;) Repertuar Synka_w_bojówkach się rozrasta, a Mama mogłaby pisać o nowych słówkach i zwrotach długie epistoły, więc pozwoli sobie w tym momencie skończyć pełną zachwytów wyliczankę ;) Dość powiedzieć, że ona i Tata są z Synka ogromnie dumni ;) 

A czy Wasze pociechy już mówią? Czy mają jakieś słówka lub dźwięki, które Was bawią? Chętnie posłucham!

czwartek, 10 maja 2012

Oj Mama, Oj... czyli o dziecięcych potrzebach

Synek_w_bojówkach zdobył ostatnio szereg nowych umiejętności. Potrafi między innymi wspinać się po schodach, otwierać i zamykać przeróżne drzwi i drzwiczki, a także przemieszczać się w miarę samodzielnie przy meblach. Jest też mistrzem w wyrażaniu buzią i głosem całego szeregu emocji - od euforycznej wręcz radości przez spore zdziwienie, kończąc na niewyobrażalnym wręcz oburzeniu i "fochu";) Nowe możliwości niekiedy zdają się przerastać mały Synkowy rozumek, skutkiem czego w nocy śnią mu się niesamowite rzeczy, a nie wszystkie z nich dobre - jak wnioskuje Mama, niejednokrotnie budzona pokrzykiwaniem lub wręcz szlochem pociechy.

Szloch i pokrzykiwanie zaczęły z czasem przybierać bardziej zrozumiały dla osoby dorosłej wymiar, mianowicie da się usłyszeć wyraźne "Oj mama, mama ojjjjj", kiedy synka coś naprawdę trapi, lub "Eej ne, nenenene!" gdy się czegoś przestraszył. Mama wtedy podbiega, wyciąga z łóżeczka, kołysze i tuli jak umie, mając asa w (poniekąd) rękawie w postaci mlecznej piersi, gdy inne uspokajające sztuczki zawiodą.

Co ciekawe, w sytuacji gdy w pobliżu znajduje się Tata_w_bojówkach, synowskie strachy zdają się znikać, przynajmniej za dnia, swoich nocnych przygód z popłakującym Synkiem Tata bowiem jakoś Mamie póki co nie relacjonował. Na widok Taty Synek_w_bojówkach ożywia się radośnie i z gromkim "heeeej Tata!" przemieszcza błyskawicznie w jego stronę.

Jaki z tego wniosek? Tata jest kompanem do zabaw i wygłupów, a Mama - cóż... Mama jest od uspokajania... ;)

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Uwzięły się, no...

Na Synka_w_bojówkach uwzięły się... zęby. Fundują mu podwójną dawkę wątpliwej rozrywki, rosnąc sobie parami. Najpierw szturm przypuściły dolne jedynki, a gdy Synek myślał już, że jest po wszystkim, że teraz to on już wie kto one i po co one, przyczaiły się górne... I tak się czają od kilku dni, rozpychając dziąsełka i skutecznie przeszkadzając w zabawie, a nawet w jedzeniu czegoś ciepłego (a kto to widział obiad na zimno?). Mama_w_bojówkach z niejaką ulgą zauważyła dziś na dziąsełku Synka sinobiałe kreseczki - oznacza to, że dranie są blisko i już niedługo się wyrżną. Sęk w tym, że synka czeka teraz etap najtrudniejszy... Obolałe dziąsełka, a potem nauka gryzienia nowym garniturem. Zapobiegliwa Mama zaopatrzyła się w Dentinox i najróżniejsze gryzaczki - w tym również takie, które można schłodzić w lodówce przed zaaplikowaniem brzdącowi. Oby nie męczył się z tymi zębiskami zbytnio...

Jednocześnie Mamie nasuwa się refleksja, a właściwie refleksjo-pytanie, zainspirowane poniekąd komentarzem Taty_w_bojówkach, który oceniwszy stan dziąsełek pociechy łypnął na Mamę okiem i rzekł coś w rodzaju "No to teraz już raczej odstawisz go od piersi, prawda, bo będzie cię gryzł?" Mama z lekkim prychnięciem stwierdza, że nie zamierza odstawiać Synka od piersi, chyba, że zechce tego sam. A Synek gryzie i tak, odkąd ma pierwsze dwa ząbki. Kolejne dwa zasadniczej różnicy Mamie nie zrobią. Ad rem zatem: Która z mam czytelniczek zdecydowała się lub zmuszona była odstawić maleństwo od piersi właśnie ze względu na zęby? Czy to częste zjawisko? Hmm...

wtorek, 20 marca 2012

To nie wyścig szczurków!

Dziś wpis nieco refleksyjny, zainspirowany kilkoma artykułami, na które ostatnio natknęła się Mama_w_bojówkach. Choć nie ma ona nic przeciw dbaniu o rozwój, odpowiedniej stymulacji dziecka i uczeniu go nowych rzeczy, nie może, zwłaszcza ostatnio, oprzeć się wrażeniu, że jest świadkiem jakiejś niewyjaśnionej, dziwnej rywalizacji między maluszkami. A ściślej, między rodzicami, a szczególnie, jak zaobserwowała, mamami. 

Wertując liczne, dostępne w papierowych i elektronicznych mediach, tabelki, schematy i wywiady ze specjalistami, można stworzyć sobie w głowie obraz tego, co w danym momencie życia powinien potrafić maluszek. Wszystko z tym w porządku, dopóki owe tabelki i schematy nie stają się rygorystycznym wyznacznikiem, a nie tylko punktem odniesienia w wypadku, dajmy na to, konsultacji z pediatrą czy fizjoterapeutą. Mama_w_bojówkach odnosi ostatnio wrażenie, że mniej lub bardziej znane jej dzieci nie rozwijają się tak jak powinny i trzeba im pomagać... Dają jej to do zrozumienia sami rodzice i opiekunowie, mówiąc np. "Anusia jeszcze sama nie siada, a ma już pół roczku, więc poszłam z nią do neurologa...", "Bartek chodzi do logopedy, bo trzeba nauczyć go mówić, w końcu ma już prawie rok..." Nawet podczas spotkań na spacerze z reguły wywiązuje się rozmowa pt. Co już umie Twój brzdąc, bo mój to... 

Być może Mama_w_bojówkach nieco koloryzuje, ale naprawdę czasem ma ochotę stanąć na środku ulicy / salki żłobkowej / placu zabaw i krzyknąć "Dzieciństwo to nie wyścig szczurków!" Każdy maluch ma prawo uczyć się i rozwijać w takim tempie, jak chce i potrafi. Można mu pomagać, gdy próbuje coś zrobić i ma z tym kłopot, lecz nie można zmuszać do robienia czegoś, na co nie jest gotów, czego po prostu jeszcze nie "załapał", bo "przecież ten czy ów już to umie od miesiąca"... Na rywalizację (oby tę zdrową!) przyjdzie czas w szkole. Pozwólmy Małym Odkrywcom uczyć się i bawić na ich warunkach, dyskretnie pomagając, gdy zajdzie potrzeba. Możecie być pewni, że wszyscy - maluszki i rodzice - wyjdą na tym lepiej.